Każdy
rozpoczynający się rok zawsze jest dla mnie pretekstem do tego, żeby
uporządkować swoje życie, lepiej się zorganizować, planować zadania, nie
marnotrawić czasu...
Zazwyczaj
pod koniec roku kupowałam tzw. kalendarz książkowy i solennie sobie
obiecywałam, że tym razem to już na pewno będę sobie wszystko zapisywać,
żeby więcej nie zapomnieć o urodzinach przyjaciółki, wizycie u
stomatologa, przeglądzie samochodu, itp. ;) Na początku stycznia jeszcze
sumiennie wszystko notowałam w kalendarzu, potem mój zapał był coraz
słabszy, bo jak się okazywało standardowy układ i rubryki kalendarza nie
przystawały do moich potrzeb. Rok kończyłam zwykle z plikiem mniejszych
i większych karteczek poupychanych we wszystkich kieszonkach torebki, z
zanotowanymi ważnymi informacjami, niestety często już nieaktualnymi :/
