czwartek, 31 października 2013

Zapraszam na drugie urodzinowe CANDY!

Listopad to dobra pora na CANDY :) W tym miesiącu przypadają moje urodziny i imieniny oraz już drugie urodziny mojego bloga.
Dla tych, którzy razem ze mną chcą świętować drugie urodziny Montowni Ody przygotowałam prezent :) Ponieważ najwięcej odsłon mają moje posty poświęcone filcowaniu i torebkom, postanowiłam ufilcować torebkę, którą rozlosuję pośród chętnych. A oto ona:
A teraz warunki zabawy:
  • Candy jest przeznaczone dla osób, które posiadają bloga i publikują posty w miarę regularnie;

  • Aby wziąć udział w rozdaniu należy w komentarzu pod tym postem wyrazić chęć wzięcia udziału w zabawie. Taki komentarz oznacza jedną szansę w losowaniu;

  • Można zwiększyć swoje szanse: jeśli dodatkowo będziesz obserwować mojego bloga - zyskujesz drugą szansę, a jeśli polubisz profil Montowni Ody na facebooku - zyskujesz trzecią szansę. Napisz jako kto obserwujesz/lubisz;

  • Na swoim blogu, w dowolnym miejscy umieść poniższy baner podlinkowany do tego posta - będę sprawdzać ;)



Zapisy trwają do dnia 27 listopada, do północy. Wyniki ogłoszę 28 listopada.


Zapraszam do zabawy :)

czwartek, 17 października 2013

Jesienna sukienka z wykroju Burdy

W tegorocznym styczniowym numerze Burdy znalazłam ciekawą i łatwą do uszycia sukienkę. Raz już szyłam sukienkę z tego wykroju (można ją zobaczyć  ==> tu ) i bardzo mi się spodobała.

Kiedy więc w moje ręce trafił dość ciepły dżersej w kolorze zgniłej zieleni o lekko supełkowatej fakturze, pomyślałam sobie, że ten wykrój będzie idealny, żeby uszyć sobie tym razem cieplejszą, jesienną sukienkę.
Poniżej zdjęcie sukienki z Burdy:


Ja lekko zmodyfikowałam wykrój - zrezygnowałam z zamka błyskawicznego bo materiał jest dość elastyczny i przedłużyłam rękawy.

Ozdobą sukienki są poziome cięcia. W pierwszym cięciu na wysokości biustu ukryte są zaszewki, drugie cięcie jest  w talii, trzecie na linii bioder.



Sukienka ma wszytą podszewkę, ale tylko w dolnej części.



Sukienka jest bardzo wygodna, ładnie się układa i właściwie nie gniecie się, co uważam za jej duży plus.


Ponieważ kolor jest dość ciemny, zawiązałam na szyi kolorową apaszkę. Tak podoba mi się bardziej :) Myślę, że pasowałby też duży kolorowy kwiat z filcu...



Koniecznie muszę sobie zrobić nową broszkę filcową. Jak wiadomo szewc bez butów chodzi i kiedy szukałam jakiegoś pasującego do sukienki kwiatu, okazało się, że wszystkie porozdawałam. Na szczęście zostało mi  jeszcze trochę kolorowej czesanki ;)

niedziela, 13 października 2013

Spódnica "skubana"

Podczas ostatniego przeglądu szafki z zapasami tkanin znalazłam prawie metrowy kawałek czegoś, co sprzedawca nazwał sztuczną skórą odzieżową.  Tkanina z wierzchu rzeczywiście przypomina gładką skórę, z lewej strony ma warstwę dżerseju. Postanowiłam uszyć sobie z tego spódniczkę na karczku z zakładkami.
Tak wygląda gotowa spódnica:
Chociaż mało brakowało, żeby materiał trafił z powrotem do szafki, tym razem w kawałkach ;) Skroiłam spódniczkę, zmieniłam igłę w maszynie do szycia na igłę do dżerseju i póki szyłam dwie warstwy materiału złożone prawymi stronami do środka, nie było problemu. Natomiast gdy pod stopką znalazła się prawa strona materiału, ta imitująca skórę, maszyna odmawiała jej szycia. Po prostu materiał nie przesuwał się pod stopką...
Już miałam zrezygnować z szycia, ale przypomniałam sobie o szyciu przez papier... Warstwy materiału przeznaczone do szycia umieściłam pomiędzy paskami gazety i okazało się, że tę "kanapkę" maszyna szyje bez problemu :)
Jedynym problemem było później usunięcie gazety ze wszystkich szwów. Pracowicie, centymetr po centymetrze musiałam dosłownie oskubać wszystkie szwy z resztek gazet. I wreszcie się wyjaśniło, skąd się wziął taki tytuł postu... Spódnica skubana - dosłownie ;)
Na zdjęciu powyżej spódnica w trakcie skubania, wszędzie było pełno strzępów gazet... Ale efekt końcowy jest zadowalający i wart poświęconego czasu.


  

No i tym sposobem zyskałam fajną spódniczkę, której  jesienne deszcze niestraszne, bo woda po niej spływa i nie wsiąka :)


A jak już mowa o jesieni, to chciałam Wam pokazać kilka zdjęć z mojego ostatniego wypadu do lasu. Jak widać jesień w pełni. Taka, jak lubię - ciepła, słoneczna, pachnąca i kolorowa :)




Zbliżają się drugie urodziny mojego bloga, szykuję więc słodką niespodziankę dla czytelników Montowni. Więcej napiszę w kolejnym poście.

Serdecznie Was pozdrawiam :)

środa, 9 października 2013

Krótki zielony płaszczyk z flauszu

Gdyby nie wrześniowe SEW ALONG zorganizowane przez grupę Szczecin Szyje, to raczej nie porwałabym się na szycie płaszcza. No ale grupa dokonała wyboru, większość opowiedziała się za płaszczem, więc pomyślałam - właściwie czemu nie spróbować?

Wybrałam model 5020 ze strony http://leko-mail.ru. Skróciłam wykrój o jakieś 20cm, dodałam od siebie pasek i patki. No i oto on - mój pierwszy płaszczyk :)




Płaszczyk uszyłam z flauszu w fajnym odcieniu zieleni, niestety bardzo trudnym do sfotografowania...
Na zdjęciach poniżej trochę zbliżeń na detale:


Nie udało mi się zdobyć zielonych guzików  w odpowiednim odcieniu, dlatego zdecydowałam się na kontrastowe czarne dodatki - guziki i podszewkę.


Niestety nie obyło się bez wpadki... Kupiłam czarną pikówkę, tzn. podszewkę z cieniutkim ocieplaczem przepikowaną w romby. Wydawało mi się, że jest ona na tyle cienka, że bez problemu zmieści się "we wnętrzu" płaszcza.

Kiedy jednak wszyłam podszewkę i przymierzyłam płaszczyk okazało się, że pod spód zmieści mi się tylko cienka bluzeczka... Pikówka okazała się zbyt gruba i dodatkowo usztywniła i tak już sztywny flausz :( Dlatego też zdecydowałam się wypruć całą ocieplaną podszewkę i wszyć nową - atłasową.


Okazało się, że była to dobra decyzja, bo teraz płaszcz leży jak ulał :)))
A tak wygląda na mnie. A właściwie, to tak ja wyglądam w  moim nowym, samodzielnie uszytym płaszczyku :)


Dziewczynom z grupy Szczecin Szyje bardzo dziękuję za wsparcie i motywację. Żeby nie Wy to tego płaszczyka by nie było ;)